PRZEKAZ 136
CHRZEST I CZTERDZIEŚCI DNI
JEZUS rozpoczął swą działalność
publiczną w szczytowym okresie powszechnego zainteresowania kazaniami Jana
oraz w tym czasie, kiedy żydowska ludność Palestyny gorliwie
wypatrywała pojawienia się Mesjasza. Pomiędzy Janem a Jezusem
występowało znaczne zróżnicowanie. Jan był gorliwym i
żarliwym robotnikiem, Jezus był pracownikiem spokojnym i
szczęśliwym; w całym swoim życiu tylko kilka razy się śpieszył.
Jezus był pocieszającym ukojeniem dla świata i w pewnym sensie
przykładem; Jana z trudnością można było nazwać
pocieszeniem i przykładem. Głosił królestwo nieba, ale raczej nie
zaznał tego szczęścia, jakie ono niesie. Chociaż Jezus
mówił o Janie, jako o największym proroku starego porządku,
powiedział także, że najmniejszy z tych, którzy ujrzeli wielkie
światło nowej drogi i tym samym weszli do królestwa nieba,
zaprawdę był większy niż Jan.
Kiedy Jan głosił nadchodzące królestwo, sednem jego
posłania było – żałujcie za grzechy, uciekajcie przed
zbliżającym się gniewem! Kiedy Jezus zaczął
nauczać, pozostawił napomnienie o żałowaniu za grzechy, ale
za takim posłaniem zawsze szła ewangelia, dobra nowina o radości
i wolności nowego królestwa.
1. IDEE
OCZEKIWANEGO MESJASZA
Żydzi mieli wiele idei na temat wyczekiwanego wybawiciela i każda
z tych różnorodnych szkół mesjanistyczego nauczania, na dowód swych
twierdzeń potrafiła wskazać cytaty w hebrajskim Piśmie
Świętym. Ogólnie rzecz biorąc, za początek swej narodowej
historii Żydzi uznawali Abrahama a za punkt kulminacyjny Mesjasza i
nową epokę królestwa Bożego. Dawniej wyobrażali sobie
wybawiciela jako „sługę Pana”, potem jako „Syna Człowieczego”,
podczas gdy ostatnio niektórzy poszli nawet tak daleko, że
nawiązywali do Mesjasza jako do „Syna Bożego”. Ale nie miało
znaczenia, czy zwano go „nasieniem Abrahama”, czy „synem Dawida”, wszyscy
się zgadzali, że miał być Mesjaszem, „namaszczonym”. W ten
sposób rozwijała się ta koncepcja od „sługi Pańskiego” do
„syna Dawidowego”, „Syna Człowieczego” i „Syna Bożego”.
W czasach Jana i Jezusa bardziej uczeni Żydzi rozwinęli ideę
nadchodzącego Mesjasza jako doskonałego i reprezentatywnego
Izraelity, łączącego w sobie jako „sługa Boży”
potrójne stanowisko proroka, kapłana i króla.
Żydzi pobożnie wierzyli, że tak jak Mojżesz
wyzwolił ich ojców z niewoli egipskiej nadprzyrodzonymi cudami, tak samo
nadchodzący Mesjasz oswobodzi żydowski naród spod rzymskiej dominacji
nawet większymi cudami mocy i dziwowiskami narodowego tryumfu. Rabini
zgromadzili nieomal pięćset fragmentów z Pisma Świętego,
które jak zapewniali, prorokowały o nadchodzącym Mesjaszu, pomimo,
iż były w dostrzegalnej kontradykcji. Pośród wszystkich tych
szczegółów, nawiązujących do czasu, procedury i funkcji, prawie
zupełnie stracono z oczu osobowość obiecanego Mesjasza.
Oczekiwano raczej przywrócenia żydowskiej chwały narodowej –
doczesnego wyniesienia Izraela – niż zbawienia świata. Staje się
więc jasne, że Jezus z Nazaretu nigdy nie pasował do tej
materialistycznej mesjanistycznej koncepcji żydowskiego umysłu. Gdyby
tylko Żydzi mogli zobaczyć wiele swoich rzekomych mesjanistycznych
przepowiedni w innym świetle, wtedy te prorocze słowa zupełnie
naturalnie przygotowałyby ich umysły do rozpoznania Jezusa jako
kończącego jedną epokę i zaczynającego nowy, lepszy
system miłosierdzia i zbawienia dla wszystkich narodów.
Żydów wychowywano w wierze w doktrynę szekiny. Ale tego
rzekomego symbolu Boskiej Obecności nie można było zobaczyć
w Świątyni. Wierzyli, że przyjście Mesjasza spowoduje jego
przywrócenie. Mieli pogmatwane idee dotyczące narodowego grzechu i
domniemanie złej natury ludzkiej. Niektórzy nauczali, że grzech Adama
rzucił przekleństwo na cały gatunek ludzki i że Mesjasz
odwoła to przekleństwo, i przywróci człowieka do Boskiej
łaski. Inni nauczali, że Bóg, stwarzając człowieka,
umieścił w jego jestestwie zarówno dobrą, jak i złą
naturę, kiedy jednak zobaczył produkt końcowy tego zestawienia,
był bardzo rozczarowany i „żałował, że tak zrobił
człowieka”. Ci, którzy tak nauczali, wierzyli, że Mesjasz ma
przyjść, aby odkupić człowieka od tej wrodzonej, złej
natury.
Większość Żydów wierzyła, że ich
przeciągająca się pokuta pod rzymskim panowaniem spowodowana
jest ich narodowymi grzechami, jak również niezdecydowaniem
nieżydowskich prozelitów. Żydowski naród nie żałował
za grzechy szczerze, dlatego Mesjasz opóźniał swe przyjście.
Wiele mówiono o żalu za grzechy, stąd potężne i
natychmiastowe wezwanie głoszone przez Jana: „Żałujcie za
grzechy i chrzcijcie się, gdyż królestwo nieba jest na
wyciągnięcie ręki”. Dla pobożnego Żyda królestwo nieba
mogło oznaczać tylko jedną rzecz – nadejście Mesjasza.
Tylko jedna cecha obdarzenia dokonanego przez Michała była
zupełnie obca żydowskiej koncepcji Mesjasza, a było nią zjednoczenie
dwóch natur, ludzkiej i boskiej. Żydzi rozmaicie wyobrażali sobie
Mesjasza jako doskonałego człowieka, nadczłowieka, a nawet jako
bóstwo, ale nigdy nie rozważali koncepcji zjednoczenia
człowieczeństwa i boskości. Zrozumienie tego sprawiało
wielką trudność wczesnym uczniom Jezusa. Pojmowali ludzką
koncepcję Mesjasza jako syna Dawida, tak jak go przedstawiali
wcześniejsi prorocy; jako Syna Człowieczego z nadludzkiej idei
Daniela i niektórych późniejszych proroków; nawet jako Syna Bożego,
przedstawionego przez autora Księgi Henocha i niektórych jemu
współczesnych; ale nigdy, nawet przez chwilę, nie rozważali
prawdziwej koncepcji zjednoczenia dwóch natur, ludzkiej i boskiej, w jednej
ziemskiej osobowości. Wcielenie Stwórcy w postać stworzonego nigdy
uprzednio nie zostało objawione. Było to objawione dopiero w Jezusie;
świat nie znał takich rzeczy do czasu, kiedy Syn Stwórca stał
się ciałem i mieszkał pośród śmiertelników tej domeny.
2. CHRZEST
JEZUSA
Jezus został ochrzczony w szczytowym okresie głoszenia kazań
przez Jana, kiedy Palestyna rozgorzała oczekiwaniem dzięki jego
posłaniu – „królestwo Boże jest na wyciągnięcie ręki”
– kiedy całe żydostwo zajęte było poważną i
solenną introspekcją. Żydowskie poczucie solidarności
narodowej było bardzo głębokie. Żydzi nie tylko wierzyli,
że grzechy ojca mogą dotknąć jego dzieci, ale wierzyli
również mocno, że grzech jednostki może stać się
klątwą dla całego narodu. Dlatego też nie wszyscy, którzy
chcieli być ochrzczeni przez Jana, uznawali siebie za winnych
specyficznych grzechów, które Jan potępiał. Wiele pobożnych dusz
chrzczonych było przez Jana dla dobra Izraela. Obawiali się oni, aby
jakiś grzech zaniedbania z ich strony nie opóźnił przyjścia
Mesjasza. Czuli, że należą do winnego i przez grzech przeklętego
narodu i poddawali się ochrzczeniu, żeby poprzez ten czyn
zamanifestować owoce narodowej skruchy. Dlatego też jest oczywiste,
że Jezus przyjął chrzest nie jako rytuał żalu za
grzechy czy w celu odpuszczenia grzechów. Przyjmując chrzest z rąk
Jana, Jezus poszedł tylko za przykładem wielu pobożnych Izraelitów.
Kiedy Jezus z Nazaretu wszedł do Jordanu, aby się ochrzcić,
był śmiertelnikiem tej domeny, który doszedł do szczytów
ludzkiej ewolucyjnej wspinaczki, we wszystkich dziedzinach odnoszących
się do władania umysłem i utożsamienia się z duchem.
Tamtego dnia stanął w Jordanie doskonały śmiertelnik z
ewolucyjnych światów czasu i przestrzeni. Pomiędzy śmiertelnym
umysłem Jezusa a zamieszkującym go Dostrajaczem, Boskim darem Ojca z
Raju, została ustanowiona doskonała synchronizacja i pełna
komunikacja. Taki właśnie Dostrajacz mieszka we wszystkich normalnych
istotach, żyjących na Urantii od czasu wyniesienia Michała do
poziomu zwierzchnika jego wszechświata, z tym wyjątkiem, że
Dostrajacz Jezusa był uprzednio przygotowany do tej specjalnej misji
podczas podobnego zamieszkiwania innego nadczłowieka, inkarnowanego na
podobieństwo śmiertelnego ciała, Machiventy Melchizedeka.
Zazwyczaj, kiedy śmiertelnik danej domeny osiągnie tak wysokie
poziomy doskonałej osobowości, pojawiają się te
wstępne fenomeny duchowego wyniesienia, które kończą się
ostatecznym zespoleniem dojrzałej duszy śmiertelnika ze
związanym z nim Boskim Dostrajaczem. Taka zmiana musiała
najwidoczniej nastąpić w doznaniach osobowości Jezusa z Nazaretu
tego dnia, kiedy ze swymi dwoma braćmi wszedł do Jordanu, aby
zostać ochrzczonym przez Jana. Ceremonia ta była aktem końcowym
czysto ludzkiego życia Jezusa na Urantii i wielu nadludzkich obserwatorów
oczekiwało, że będą świadkami zespolenia Dostrajacza z
zamieszkiwanym przezeń umysłem, ale wszyscy mieli doznać
rozczarowania. Wydarzyło się coś nowego, a nawet większego.
Kiedy Jan położył ręce na Jezusie, aby go ochrzcić,
zamieszkujący Jezusa Dostrajacz opuścił ostatecznie
doskonałą ludzką duszę Jeszuy ben Józefa. Chwilę
później ten Boski byt wrócił z Diviningtonu jako Uosobiony
Dostrajacz, szef jego rodzaju na cały wszechświat lokalny Nebadon. I
tak Jezus zobaczył swego własnego, Boskiego ducha, poprzednio w nim
zamieszkującego, zstępującego podczas powrotu do niego w
uosobionej formie. I usłyszał tego samego, pochodzącego z Raju
ducha, który przemówił teraz słowami: „To jest mój Syn
umiłowany, którego sobie upodobałem”. Jan i dwóch braci Jezusa
także słyszeli te słowa. Stojący nad wodą uczniowie
Jana nie słyszeli tych słów ani też nie widzieli zjawy
Uosobionego Dostrajacza. Tylko oczy Jezusa widziały Uosobionego
Dostrajacza.
Kiedy powracający i podniosły teraz Uosobiony Dostrajacz
przemówił w ten sposób, zapadła zupełna cisza. Podczas gdy
cała czwórka stała w wodzie, Jezus, patrząc na pobliskiego
Dostrajacza, modlił się: „Ojcze mój, który panujesz w niebie, niech
się święci imię Twoje. Przyjdź królestwo Twoje!
Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Kiedy tak się
modlił, „nieba się otwarły” i Syn Człowieczy ujrzał
wizję, przedstawioną przez Uosobionego teraz Dostrajacza, siebie
samego jako Syna Boga, takiego, jakim był przedtem, nim przyszedł na
Ziemię w cielesnej formie i jakim będzie wtedy, kiedy wcielone
życie dobiegnie końca. Tylko Jezus widział tę
niebiańską wizję.
Jan i Jezus słyszeli głos Uosobionego Dostrajacza,
przemawiającego w imieniu Ojca Wszechświatowego, gdyż Dostrajacz
jest jak Rajski Ojciec i pochodzi od niego. Przez resztę ziemskiego
życia Jezusa, Uosobiony Dostrajacz towarzyszył mu podczas całej
jego działalności; Jezus był w stałej wspólnocie ze swym
podniosłym Dostrajaczem.
Gdy Jezus przyjmował chrzest, nie żałował za żadne
nieprawości, nie wyznawał grzechu. Był to jego chrzest
konsekracji dla wypełniania woli niebiańskiego Ojca. Podczas chrztu
Jezus niewątpliwie słyszał wezwanie swego Ojca, ostateczne
monitowanie do zajęcia się sprawami Ojca i na czterdzieści dni
oddalił się w ciche odosobnienie, aby przemyśleć
różnorodne związane z tym problemy. Odsuwając się w ten
sposób na pewien czas od aktywnego kontaktu osobowościowego ze swymi
ziemskimi towarzyszami, Jezus, kiedy był na Urantii, stosował
taką samą procedurę, jaka ma miejsce na światach
morontialnych, kiedy wznoszący się śmiertelnik zespala się
z wewnętrzną obecnością Ojca Wszechświatowego.
Ten dzień chrztu zakończył czysto ludzkie życie Jezusa.
Boski Syn odnalazł swego Ojca, Ojciec Wszechświatowy odnalazł
swego wcielonego Syna i teraz rozmawiają jeden z drugim.
(Kiedy Jezus został ochrzczony, miał prawie trzydzieści
jeden i pół roku. Podczas gdy Łukasz twierdzi, że Jezus był
ochrzczony w piętnastym roku panowania Cezara Tyberiusza, co
oznaczałoby rok 29 n.e. – skoro August umarł w 14 n.e. – należy
przypomnieć, że Tyberiusz przez dwa i pół roku przed
śmiercią Augusta był cesarzem wspólnie z Augustem i w
październiku, roku 11 n.e., wybito na jego cześć monetę.
Piętnasty rok jego faktycznego panowania był zatem rokiem 26 n.e. –
rokiem chrztu Jezusa. Był to także ten rok, w którym Poncjusz
Piłat rozpoczął swoje rządy jako gubernator Judei).
3.
CZTERDZIEŚCI DNI
Największe kuszenie w czasie swego obdarzenia w formie
śmiertelnika przeżył Jezus przed chrztem, kiedy przez
sześć tygodni przebywał mokry od rosy na górze Hermon. Tam, na
górze Hermon jako śmiertelnik tej sfery i bez pomocy z zewnątrz,
spotkał się z Caligastią i pokonał tego księcia
roszczącego sobie prawo do władzy nad Urantią. Tego,
pamiętnego dnia, według zapisów wszechświatowych, Jezus z
Nazaretu stał się Planetarnym Księciem Urantii. I ten
Książę Urantii, który wkrótce miał zostać
ogłoszony najwyższym Władcą Nebadonu, odszedł teraz na
czterdzieści dni odosobnienia, aby układać plany i
zadecydować o metodach głoszenia nowego królestwa Bożego w
sercach ludzkich.
Po swoim chrzcie, przez czterdzieści dni, Jezus zaczął
dostosowywać się do zmienionych warunków świata i
wszechświata, spowodowanych uosobieniem jego Dostrajacza. Podczas tego,
samotnego pobytu na wzgórzach pereańskich, ustalił on zarówno zasady
postępowania, jak i metody, które miały być stosowane w nowym i
zmienionym stadium jego ziemskiego życia, które właśnie
miał rozpocząć.
Jezus nie odszedł samotnie na post i umartwianie swojej duszy. Nie
był ascetą i przybył na Ziemię, żeby na zawsze
zniweczyć wszystkie takie wyobrażenia, dotyczące zbliżania
się do Boga. Przyczyny, dla których szukał takiego odosobnienia,
były zupełnie inne niż te, które powodowały Mojżeszem
i Eliaszem, a nawet Janem Chrzcicielem. Jezus uświadamiał sobie wtedy
w pełni swoje związki z wszechświatem przez siebie stworzonym,
jak również z wszechświatem wszechświatów, zarządzanym
przez Rajskiego Ojca, jego Ojca w niebie. Jezus szczegółowo
przypomniał sobie powiernictwo obdarzeniowe i jego instrukcje, udzielone
mu przez starszego brata, Emanuela, zanim zaczął swe wcielenie na
Urantii. Teraz, w pełni i jasno zrozumiał wszystkie te rozległe
powiązania i zapragnął oddalić się na okres cichej
medytacji, żeby przemyśleć plany i zadecydować o metodach
dalszego prowadzenia działalności publicznej na rzecz tego
świata i dla wszystkich innych światów jego wszechświata
lokalnego.
Kiedy Jezus chodził po wzgórzach, w poszukiwaniu odpowiedniego schronienia,
napotkał swego głównego administratora, Gabriela, Gwiazdę
Jasną i Poranną z Nebadonu. Gabriel ponownie nawiązał
osobisty kontakt z Synem Stwórcą wszechświata; spotkali się
bezpośrednio pierwszy raz od tego czasu, gdy Michał opuścił
swoich współpracowników na Salvingtonie, udając się na
Edentię, aby przygotować się do obdarzenia Urantii. Gabriel,
działając z polecenia Emanuela i upoważnienia Pradawnych Czasu z
Uversy, przekazał teraz Jezusowi informację, że jego
doświadczenie obdarzenia Urantii praktycznie dobiegło końca, tak
dalece, jak dotyczy to zdobycia pełnej władzy we wszechświecie i
zakończenia buntu Lucyfera. To pierwsze zostało osiągnięte
w dniu chrztu, kiedy to uosobienie Dostrajacza Jezusa ukazało
dopełnienie i zakończenie obdarzenia w formie cielesnej, a drugie to
fakt wcześniejszy z tego dnia, kiedy Jezus zszedł z góry Hermon do czekającego
go chłopca, Tiglata. Teraz Jezus został powiadomiony przez
najwyższą władzę wszechświata lokalnego i
superwszechświata, że jego obdarzające dzieło jest
zakończone o tyle, o ile dotyczy to jego osobistej sytuacji w odniesieniu
do władzy i buntu. Miał to już uprzednio zapewnione wprost z
Raju, w wizji po ceremonii chrztu i w zjawisku uosobienia zamieszkującego
go Dostrajacza Myśli.
Kiedy Jezus przebywał w górach i rozmawiał z Gabrielem, jemu i
Gabrielowi ukazał się osobiście Ojciec Konstelacji z Edentii i
powiedział: „Zapisy zostały uzupełnione. Najwyższa
władza Michała, numer 611.121, nad całym jego wszechświatem
Nebadonem spoczywa całkowicie po prawej ręce Ojca
Wszechświatowego. Przynoszę ci zwolnienie z misji obdarzenia od
Emanuela, sponsora-brata twojego wcielenia na Urantii. Możesz zakończyć
swoje inkarnacyjne obdarzenie w sposób przez ciebie wybrany, czy teraz, czy w
jakimkolwiek późniejszym czasie, wznieść się do prawej
ręki swego Ojca, otrzymać swą władzę i objąć
dobrze zasłużone niezawisłe panowanie nad całym Nebadonem.
Dla uzupełnienia zapisów superwszechświata poświadczam
także, z upoważnienia Pradawnych Czasu, w których gestii leży
zakończenie wszystkich grzechów-buntów w twoim wszechświecie, że
nadają ci oni pełną i nieograniczoną władzę
odnośnie postępowania z wszelkimi takimi możliwymi przewrotami w
przyszłości. Formalnie rzecz biorąc, twoja
działalność na Urantii i w ciele śmiertelnej istoty jest
zakończona. Twoje dalsze postępowanie jest kwestią twojego
własnego wyboru”.
Kiedy Najwyższy Ojciec z Edentii ich opuścił, Jezus
długo rozmawiał z Gabrielem o zarządzaniu wszechświatem, a
posyłając pozdrowienia Emanuelowi, zapewnił go, że w pracy,
którą ma zacząć na Urantii, zawsze będzie zważał
na rady, jakie otrzymał w czasie przedobdarzeniowych pouczeń
udzielonych mu na Salvingtonie.
Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, poszukiwali Jezusa przez całe te
czterdzieści dni odosobnienia. Wiele razy byli w pobliżu tego
miejsca, gdzie przebywał, ale nigdy go nie znaleźli.
4. PLANY PRACY
PUBLICZNEJ
Dzień za dniem, na wzgórzach, Jezus układał plany na
resztę swego obdarzenia Urantii. Po pierwsze, postanowił nie
nauczać równocześnie z Janem. Planował pozostać we
względnym odosobnieniu tak długo, aż praca Jana osiągnie
swój cel albo do tego czasu, kiedy zostanie nagle zatrzymana przez
uwięzienie Jana. Jezus dobrze wiedział, że nieustraszone i
nietaktowne kazania Jana wkrótce wywołają strach i wrogość
władców państwowych. Wobec niepewnej sytuacji Jana, Jezus
zaczął konkretnie planować swoją działalność
publiczną dla swego ludu i dla tego świata, dla każdego
zamieszkałego świata w całym jego rozległym
wszechświecie. Obdarzenie Michała w formie śmiertelnika
miało miejsce na Urantii, ale dla wszystkich światów
Nebadonu.
Pierwszą rzeczą, którą zrobił Jezus, po
przemyśleniu ogólnych zasad skoordynowania swojego programu z ruchem
Jana, było przypomnienie sobie instrukcji Emanuela. Ponownie
przemyślał dokładnie udzielone mu rady, odnośnie metod
pracy, jak i to, że nie powinien zostawiać trwałych zapisów na
planecie. Już nigdy Jezus nie pisał na niczym, z wyjątkiem
piasku. Podczas następnej wizyty w Nazarecie, ku wielkiej rozpaczy swego
brata Józefa, Jezus zniszczył wszystkie swoje pisma, przechowywane na
tabliczkach w warsztacie stolarskim i te, które wisiały na ścianach
jego starego domu. Jezus przemyślał również rady Emanuela
dotyczące swojej postawy wobec porządku ekonomicznego,
społecznego i politycznego, jaki zastał na świecie.
Podczas tych czterdziestu dni samotności Jezus nie pościł.
Najdłuższy okres, jaki obywał się bez jedzenia, to
były pierwsze dwa dni na wzgórzach, kiedy tak był
pochłonięty rozmyślaniem, że zapomniał o jedzeniu. Ale
trzeciego dnia poszedł poszukać jakiegoś pożywienia. Przez
cały ten czas nigdy nie był kuszony przez jakiekolwiek
złe siły czy zbuntowane osobowości, przebywające na tym
świecie lub z jakiegokolwiek innego świata.
Te czterdzieści dni były okazją do ostatecznego zgrania
ludzkiego i boskiego umysłu Jezusa, albo raczej pierwszym rzeczywistym
funkcjonowaniem tych dwóch umysłów jako jednego. Ostateczny rezultat tego
pamiętnego okresu medytacji był taki, że boski umysł
tryumfalnie i duchowo zdominował ludzki intelekt. Od tego czasu umysł
człowieka stał się umysłem Boga i chociaż
wciąż istniała indywidualność umysłu
człowieka, uduchowiony ludzki umysł zawsze mówił: „Nie moja, ale
twoja wola niech się stanie”.
Zdarzenia tego ciekawego okresu nie były fantastycznymi wizjami
wygłodzonego i osłabionego umysłu, nie były także
pogmatwanym, infantylnym symbolizmem, który później został odnotowany
jako „kuszenie Jezusa na pustyni”. Był to raczej okres przemyślenia
od nowa całej, obfitującej w wydarzenia i różnorodnej
działalności dotyczącej obdarzenia Urantii i dokładnego
rozpracowania planów odnoszących się do przyszłej
służby, która miała jak najlepiej posłużyć temu
światu i tak samo miała wnieść pewien wkład w poprawę
sytuacji wszystkich innych, odosobnionych przez bunt sfer. Jezus
przemyślał cały okres istnienia człowieka na Urantii, od
czasów Andona i Fonty, poprzez odstępstwo Adama, aż do
służby Melchizedeka z Salemu.
Gabriel przypomniał Jezusowi, że może objawić się
światu na dwa różne sposoby, gdyby postanowił pozostać
jakiś czas na Urantii. Wyjaśniono Jezusowi, że jego wybór w tej
sprawie w żaden sposób nie wpłynie na jego władzę nad
wszechświatem ani na koniec buntu Lucyfera. Te dwa sposoby
służenia światu były następujące:
1. Jego własna droga –
droga, która może się wydawać przyjemniejsza i korzystniejsza
z punktu widzenia najpilniejszych potrzeb tego świata i obecnego
oświecenia jego własnego wszechświata.
2. Droga Ojca – egzemplifikacja
dalekowzrocznego ideału życia istoty ludzkiej, jak jest on widziany
przez wysokie osobowości z rajskiej administracji wszechświata
wszechświatów.
Tak więc objaśniono Jezusowi, że są dwa sposoby
organizacji reszty jego życia na Ziemi. Każdy z tych sposobów
miał coś, co można by powiedzieć na jego korzyść,
rozważając to w świetle aktualnej sytuacji. Syn Człowieczy
widział wyraźnie, że jego wybór pomiędzy tymi dwoma
sposobami postępowania nie ma nic wspólnego z przejęciem przez niego
władzy nad wszechświatem; ta sprawa była już
załatwiona i opieczętowana w zapisach wszechświata
wszechświatów i oczekiwała tylko jego osobistego żądania.
Zasygnalizowano jednak Jezusowi, że jego niebiański brat, Emanuel,
będzie bardzo zadowolony, gdyby Jezus uznał za stosowne
zakończyć swoją ziemską misję wcielenia tak
szlachetnie, jak ją zaczął, zawsze podporządkowany woli
Ojca. W trzecim dniu samotności Jezus przyrzekł sobie, że wróci
do świata, aby zakończyć swoją ziemską
działalność i że w sytuacji, gdzie zaistniałaby
możliwość wyboru jakiejkolwiek z dwu dróg, zawsze wybierze
wolę Ojca. Do końca swego ziemskiego życia żył zawsze
wierny tej decyzji. Nawet do gorzkiego końca niezmiennie
podporządkowywał swoją niezależną wolę woli
niebiańskiego Ojca.
Czterdzieści dni spędzonych w górzystej pustyni to nie był
okres wielkiego kuszenia, ale raczej okres wielkich decyzji Mistrza.
Podczas tych dni samotnej komunii z samym sobą i z bezpośrednią
obecnością Ojca – Uosobionym Dostrajaczem (nie miał już
seraficznego opiekuna) – Jezus doszedł, jedna po drugiej, do wielkich
decyzji, które miały regulować jego zasady działania i całe
postępowanie na resztę ziemskiej działalności. Tradycja
wielkiego kuszenia została później powiązana z tym okresem
odosobnienia, na skutek pomieszania fragmentarycznych opowiadań o
zmaganiach na górze Hermon, a ponadto dlatego, że zwyczajem wszystkich
wielkich proroków i ludzkich przywódców było rozpoczynanie swojej
publicznej działalności od podobnych okresów postu i modlitwy. Jezus
zawsze miał w zwyczaju, kiedy stawał w obliczu jakiejkolwiek nowej
czy ważnej decyzji, oddalić się na wspólnotę ze swoim
własnym duchem, aby poznać wolę Boga.
W czasie planowania reszty swego ziemskiego życia Jezus zawsze
był rozdarty w swoim ludzkim sercu przez dwie przeciwstawne drogi
postępowania:
1. Bardzo mocno chciał przekonać
swój naród – i cały świat – aby uwierzyli w niego i zaakceptowali
jego nowe królestwo duchowe. Znał dobrze ich idee dotyczące
przyjścia Mesjasza.
2. Żyć i pracować
tak, jak wiedział, że aprobowałby to jego Ojciec;
poprowadzić działalność na rzecz innych światów w
potrzebie i kontynuować ją, ustanawiając królestwo w celu
objawienia Ojca i ukazania jego Boskiego charakteru miłości.
Przez wszystkie te pamiętne dni Jezus mieszkał w pradawnej
kamiennej jaskini, w schronieniu na zboczu góry w pobliżu wioski
kiedyś zwanej Beit Adis. Pił z małego źródła, które
wypływało ze zbocza góry w pobliżu jego kamiennego schronienia.
5. PIERWSZA
WIELKA DECYZJA
Na trzeci dzień narady z samym sobą i z Uosobionym Dostrajaczem,
przedstawiono Jezusowi wizję zebranych zastępów niebiańskich
Nebadonu, przysłanych przez ich dowódców, oczekujących
podporządkowania się woli ukochanego Władcy. Ten
potężny zastęp obejmował dwanaście legionów serafinów
i proporcjonalną liczbę inteligentnych istot wszechświatowych
każdej klasy. Pierwsza wielka decyzja Jezusa, podjęta w
samotności polegała na tym, czy do późniejszego programu swojej
pracy publicznej na Urantii wykorzysta te potężne osobowości.
Jezus postanowił, że nie wykorzysta żadnej
osobowości z tego wielkiego zgromadzenia, chyba że będzie
oczywiste, iż taka jest wola Ojca. Pomimo tej generalnej decyzji,
te rozległe zastępy pozostawały z nim przez resztę jego
ziemskiego życia, zawsze gotowe wypełnić najdrobniejszą
ekspresję woli ich Władcy. Chociaż Jezus swym ludzkim wzrokiem
nie widział towarzyszących mu stale osobowości,
współpracujący z nim Uosobiony Dostrajacz widział je zawsze i
mógł porozumiewać się z nimi wszystkimi.
Przed zejściem na dół, po czterdziestu dniach pobytu w górskim
zaciszu, Jezus przekazał bezpośrednie dowództwo towarzyszących
mu zastępów osobowości wszechświata swemu niedawno Uosobionemu
Dostrajaczowi i przez ponad cztery lata czasu Urantii te osobowości,
wybrane z każdej grupy wszechświatowych istot inteligentnych,
posłusznie i z szacunkiem działały pod mądrym kierownictwem
podniosłego i doświadczonego, Uosobionego Nieodgadnionego Monitora.
Dostrajacz, który kiedyś był częścią i esencją
Rajskiego Ojca, przejmując obowiązki dowództwa nad tym
potężnym zgromadzeniem, zapewnił Jezusa, że w żadnym
wypadku nie będzie wolno tym nadludzkim czynnikom służyć
czy objawiać się w związku z jego ziemską
działalnością lub w jej imieniu, chyba że się
okaże, iż Ojciec życzy sobie takiej interwencji. Tą
jedną wielką decyzją, Jezus pozbawił się dobrowolnie
całej nadludzkiej pomocy we wszystkich sprawach związanych z
resztą jego życia jako śmiertelnika, chyba że Ojciec
samodzielnie chciałby partycypować w niektórych aktach czy epizodach
ziemskiej pracy Syna.
Przejmując dowództwo nad towarzyszącymi Chrystusowi
Michałowi zastępami wszechświata, Uosobiony Dostrajacz
dołożył wszelkich starań, aby zwrócić Jezusowi
uwagę na to, że chociaż takie zgromadzenie istot
wszechświatowych może być ograniczone w ich działaniach przestrzennych,
przez przekazaną mu teraz władzę ich Stwórcy, ograniczenia takie
nie mogą dotyczyć ich funkcjonowania w czasie. Ograniczenie
takie wiąże się z tym, że Dostrajacze, kiedy raz są
uosobione, są istotami bezczasowymi. W związku z tym Jezus został
ostrzeżony, że chociaż kontrola nad żywymi istotami
inteligentnymi pod dowództwem Dostrajacza będzie pełna i
doskonała w odniesieniu do wszystkich zdarzeń dotyczących przestrzeni,
tak doskonałe ograniczenia nie mogą być narzucone w odniesieniu
do czasu. Dostrajacz powiedział: „Tak jak poleciłeś, nie
będę dopuszczał do używania towarzyszących ci
zastępów inteligentnych istot wszechświatowych w żaden sposób,
związany z twoją ziemską działalnością, z
wyjątkiem tych przypadków, kiedy Rajski Ojciec poleci mi uwolnić owe
czynniki, aby jego Boska wola z twojego wyboru mogła się dokonać
oraz w tych przypadkach, gdy mógłbyś dokonać jakiegoś
wyboru czy postanowienia twojej bosko-ludzkiej woli, który będzie obejmować
tylko odejście od naturalnego ziemskiego porządku dotyczącego czasu.
We wszystkich takich przypadkach jestem bezsilny a twoje istoty tutaj
zgromadzone, w doskonałości i jedności mocy, są
również bezradne. Jeśli twoje zjednoczone natury pewnego razu
będą żywić takie pragnienia, polecenia wynikłe z twojej
decyzji będą natychmiast spełnione. We wszystkich takich
sprawach twoje życzenie będzie stanowiło o skróceniu czasu i
rzecz zaplanowana jest rzeczywistością. Pod moim dowództwem
stanowi to najszersze możliwe ograniczenie, jakie może być
narzucone twojej potencjalnej władzy. W mojej samoświadomości
czas nie istnieje, dlatego też nie mogę ograniczać twoich istot
w czymkolwiek, co jego dotyczy”.
W ten sposób Jezus został powiadomiony o rezultatach swojej decyzji
kontynuacji życia jako człowiek wśród ludzi. Jedną
decyzją wykluczył on wszystkie towarzyszące mu
wszechświatowe zastępy różnorodnych istot inteligentnych, z
uczestnictwa w swojej dalszej służbie publicznej, z wyjątkiem
spraw dotyczących tylko czasu. Dlatego też staje się
oczywiste, iż ewentualność jakiejkolwiek nadprzyrodzonej czy
nadludzkiej pomocy towarzyszącej działalności Jezusa, odnosi
się wyłącznie do eliminacji czasu, chyba że Ojciec w niebie
wyraźnie zarządziłby inaczej. Żaden cud, posługa
miłosierdzia, czy jakiekolwiek inne możliwe wydarzenie związane
z pozostałą ziemską pracą Jezusa, nie mogło
ewentualnie posiadać natury lub charakteru działania
wykraczającego poza prawa przyrody, ustanowione i regularnie
działające w życiu człowieka na Urantii, z
wyjątkiem tej wyraźnie określonej sprawy czasu.
Oczywiście żadne ograniczenia nie mogły być
nałożone przejawom „woli Ojca”. Połączenia eliminacji czasu
z pragnieniem wyrażonym przez potencjalnego Władcę
wszechświata, można było uniknąć tylko przez
zastosowanie bezpośredniego i wyraźnego aktu woli tego
Boga-człowieka, zarządzającej, że czas związany z
danym aktem czy wydarzeniem ma nie być skrócony, czy wyeliminowany.
Aby zapobiec występowaniu dostrzegalnych cudów czasowych, Jezus
musiał pozostawać stale świadomy czasu. Jakakolwiek utrata przez
niego świadomości czasu, w połączeniu z wyrażeniem
określonego pragnienia była równoznaczna z wprowadzeniem w życie
rzeczy wyobrażonej w umyśle Syna Stwórcy i to bez ingerencji czasu.
Dzięki kontroli sprawowanej przez związanego z nim Uosobionego
Dostrajacza, Michał mógł doskonale ograniczać swoje osobiste
ziemskie działania w odniesieniu do przestrzeni, jednak w odniesieniu do czasu,
Syn Człowieczy nie mógł ograniczyć w ten sposób swego nowego,
ziemskiego statusu potencjalnego Władcy Nebadonu. Taki był
rzeczywisty status Jezusa z Nazaretu, kiedy rozpoczął swą
służbę publiczną na Urantii.
6. DRUGA DECYZJA
Ustanowiwszy zasadę swojego postępowania odnośnie wszystkich
osobowości wszystkich klas stworzonych przez siebie istot inteligentnych,
tak dalece, jak można było o tym zadecydować z perspektywy
właściwego mu potencjału nowego statusu boskości, Jezus
skoncentrował teraz swe myśli na sobie. Będąc teraz w
pełni samoświadomym stwórcą wszystkich istniejących we
wszechświecie rzeczy i istot, co powinien zrobić z prerogatywami
stwórcy w kolejnych sytuacjach życiowych, z którymi wkrótce stanie
twarzą w twarz, jak tylko wróci do Galilei, aby wznowić swą
działalność wśród ludzi? Faktycznie już teraz, tam,
gdzie był na odludnych wzgórzach, problem ten usilnie nasuwał
się sam w kwestii zdobycia pożywienia. W trzecim dniu samotnych
medytacji jego ludzkie ciało odczuwało coraz większy głód.
Czy powinien pójść i poszukać jedzenia, jak to zrobiłby
każdy zwykły człowiek, czy powinien po prostu użyć
swych zwykłych stwórczych mocy i stworzyć tuż obok gotowe
pożywienie dla ciała? I ta wielka decyzja Mistrza została wam
przedstawiona jako kuszenie – jako wyzwanie domniemanych wrogów, aby
„nakazał tym kamieniom, aby się stały bochenkami chleba”.
W ten sposób Jezus ustalił kolejną konsekwentną zasadę
postępowania na resztę swej ziemskiej działalności. Tak
dalece, jak to dotyczyło jego osobistych potrzeb a generalnie nawet
stosunków z innymi osobami, rozmyślnie wybrał teraz kroczenie
drogą normalnej ziemskiej egzystencji; definitywnie nie chciał
postępować według zasad, które przekraczałyby,
naruszały czy pogwałciły ustanowione przez niego prawa przyrody.
Nie mógł jednak obiecać sobie, jak został już
ostrzeżony przez Uosobionego Dostrajacza, że te prawa natury nie
będą w pewnych przewidywalnych sytuacjach znacznie przyspieszone.
Jezus zasadniczo postanowił, że dzieło jego życia powinno
być organizowane i prowadzone zgodnie z prawami przyrody i w harmonii z
istniejącą organizacją społeczną. Dlatego też
Mistrz obrał taki plan swego życia, który był równoznaczny z
niestosowaniem cudów i niezwykłości. Jeszcze raz postanowił
stosować „wolę Ojca”, jeszcze raz oddał wszystko w ręce
swego Rajskiego Ojca.
Ludzka natura Jezusa podpowiadała mu, że jego podstawowym
obowiązkiem jest ochrona samego siebie; że jest to normalna postawa
zwykłego człowieka żyjącego na światach czasu i
przestrzeni i dlatego też jest to słuszne postępowanie
śmiertelnika z Urantii. Ale Jezus nie zajmował się
wyłącznie tym światem i jego istotami; żył
życiem, którego celem było nauczanie i inspirowanie różnorodnych
istot z rozległego wszechświata.
Przed oświeceniem doznanym w czasie chrztu, Jezus żył i
doskonale podporządkowywał się woli oraz przewodnictwu swego
niebiańskiego Ojca. Podjął stanowczą decyzję, by nadal
żyć po ludzku w tej samej bezwarunkowej zależności od woli
Ojca. Zamierzał postępować nienaturalnie – postanowił
się nie bronić. Postanowił żyć zgodnie z zasadą
niebronienia się. Sformułował swe wnioski w słowach Pisma
Świętego, znanych jego ludzkiemu umysłowi: „Nie samym chlebem
żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust
Bożych”. Dochodząc do takiego wniosku odnośnie apetytu natury
materialnej, objawiającego się w poczuciu głodu, Syn
Człowieczy poczynił swe ostateczne postanowienie dotyczące
wszystkich innych popędów ciała i naturalnych impulsów ludzkiej
natury.
Swej nadludzkiej mocy mógł ewentualnie użyć dla innych, ale
nigdy dla siebie. I trzymał się takiej linii postępowania
konsekwentnie aż do samego końca, kiedy to drwiąco o nim
powiedziano: „Innych ratował, a siebie samego nie może ocalić” –
nie ocalił, ponieważ nie chciał.
Żydzi oczekiwali Mesjasza, który czyniłby cuda jeszcze
większe niż Mojżesz, który zasłynął z tego,
że w miejscu pustynnym spowodował wytrysk wody z kamienia i
żywił ich przodków manną na pustyni. Jezus wiedział,
jakiego rodzaju Mesjasza oczekują jego rodacy i posiadał wszelkie
moce i prerogatywy, aby sprostać ich najśmielszym oczekiwaniom,
jednak nie chciał realizować tak wspaniałego planu mocy i chwały.
Taki kierunek oczekiwanego cudotwórstwa Jezus uważał za cofanie
się do dawnych czasów ignoranckiej magii i poniżających praktyk
dzikich uzdrawiaczy. Ewentualnie, dla zbawienia istot przez siebie stworzonych
mógłby przyspieszyć działanie praw natury, ale nie chciał
przekraczać swych własnych praw, czy to dla własnej
korzyści, czy to dla onieśmielenia swych współbraci ludzi. I ta
decyzja Mistrza była ostateczna.
Jezus martwił się o swój naród; dobrze rozumiał, w jaki
sposób ukierunkowano nadzieję tych ludzi na przyjście Mesjasza, kiedy
to „ziemia wyda swe owoce dziesięć tysięcy razy większe, a
na jednej winorośli będzie tysiąc gałęzi, a każda
gałąź wyda tysiąc kiści, każda kiść
wyda tysiąc winogron, a każde winogrono da galon wina”. Żydzi
wierzyli, że Mesjasz zaprowadzi epokę cudownej obfitości.
Hebrajczycy długo się wychowywali w tradycji cudów i legend o
rzeczach niezwykłych.
Jezus nie był Mesjaszem przychodzącym, żeby
rozmnożyć chleb i wino. Nie przybył służyć tylko
doczesnym potrzebom; przyszedł objawić swego Ojca w niebie swoim
dzieciom na Ziemi i próbował także nakłonić swe ziemskie
dzieci do tego, aby połączyły się z nim w szczerym
wysiłku życia tak, żeby czynić wolę Ojca w niebie.
Dzięki tej decyzji Jezus zobrazował przyglądającemu
się temu wszechświatowi głupotę i grzech prostytuowania
niebiańskich talentów i zdolności danych przez Boga dla osobistego
wynoszenia się lub czysto samolubnych korzyści i gloryfikacji. Na tym
właśnie polegał grzech Lucyfera i Caligastii.
Ta wielka decyzja Jezusa wymownie obrazuje tę prawdę, że
samolubne zadowolenie i zaspokojenie zmysłowe, samo w sobie, nie może
przynieść szczęścia rozwijającym się istotom
ludzkim. W ziemskiej egzystencji istnieją wyższe wartości –
umiejętności intelektualne i osiągnięcia duchowe – które
dalece przewyższają konieczność zaspokajania ludzkich
czysto materialnych apetytów i dążeń. Ludzkie naturalne
wyposażenie w talenty i zdolności należy
poświęcić głównie rozwojowi i uszlachetnieniu wyższych
mocy umysłu i ducha.
W ten sposób Jezus objawił istotom stworzonym ze swego
wszechświata metodę nowej i lepszej drogi, drogi wyższych
moralnych wartości życia i głębszych satysfakcji duchowych
z ewolucyjnej egzystencji ludzkiej na światach w przestrzeni.
7. TRZECIA
DECYZJA
Po podjęciu decyzji odnośnie takich spraw jak
żywność i fizyczne zaspokajanie potrzeb ciała materialnego,
dbanie o zdrowie swoje i swoich towarzyszy, pozostawały jeszcze inne
problemy do rozwiązania. Jaka będzie jego postawa w obliczu
osobistego niebezpieczeństwa? Postanowił normalnie czuwać nad
swoim ludzkim bezpieczeństwem i podjąć rozsądne środki
ostrożności, aby zapobiec przedwczesnemu zakończeniu swego
życia w ciele, nie używając jednak żadnych nadludzkich
zabiegów, gdyby w jego cielesnym życiu nadszedł kryzys.
Formułując tę decyzję, Jezus siedział w cieniu drzewa
na wystającej półce kamiennej, tuż przed nim była
przepaść. W pełni zdawał sobie sprawę z tego, że
mógłby się rzucić z krawędzi w przepaść i że
nie poniósłby żadnej szkody, pod warunkiem, że
unieważniłby swoją pierwszą wielką decyzję,
mówiącą o nieodwoływaniu się do interwencji swoich
niebiańskich istot inteligentnych w czasie prowadzenia swej życiowej
działalności na Urantii i pod warunkiem, że anulowałby
także swą drugą decyzję, dotyczącą postawy
samozachowawczej.
Jezus wiedział, że jego rodacy oczekują Mesjasza, który
stałby ponad prawami przyrody. Dobrze zapoznał się z Pismem
Świętym, które mówiło: „Nie dosięgnie cię nic
złego i plaga nie zbliży się do mieszkania twego. Albowiem
aniołom swoim polecił, aby cię strzegli na wszystkich drogach
twoich. Na rękach nosić cię będą, byś nie
uraził o kamień nogi swojej”. Czyżby ten rodzaj zadufania, takie
wyzwanie rzucone Ojcowskim prawom grawitacji, mogło być uzasadnione w
celu uchronienia się przed możliwym uszczerbkiem lub ewentualnie w
celu zdobycia zaufania jego źle nauczanego i błądzącego
narodu? Jednak taki kierunek postępowania, chociaż zadowalający
wyglądających znaku Żydów, nie byłby objawianiem jego Ojca,
ale wątpliwej jakości żartami z ustanowionych praw
wszechświata wszechświatów.
Rozumiejąc to wszystko i wiedząc o tym, że Mistrz nie
chciał działać niezgodnie z ustanowionymi przez siebie prawami
przyrody, tak dalece, jak to dotyczyło jego postępowania osobistego,
wiecie na pewno, że nigdy nie chodził po wodzie ani też nie
czynił niczego innego, co byłoby pogwałceniem materialnego
porządku zarządzania światem; pamiętając jednak zawsze
o tym, że jak dotąd nie znaleziono sposobu, aby wziąć pod
kontrolę czynnik czasu w związku ze sprawami oddanymi jurysdykcji
Uosobionego Dostrajacza.
Przez całe swoje ziemskie życie Jezus był konsekwentnie
wierny tej decyzji. Nie miało znaczenia czy faryzeusze kpili z niego,
żądając znaku, czy przyglądający się jemu na
Kalwarii ośmielali się go wzywać, aby zszedł z krzyża,
Jezus niezłomnie trzymał się decyzji podjętej w tej
godzinie na stoku wzgórza.
8. CZWARTA
DECYZJA
Następny wielki problem, z którym zmagał się ten
Bóg-człowiek i który wkrótce rozstrzygnął zgodnie z wolą
Ojca w niebie, dotyczył kwestii, czy jakakolwiek z jego nadludzkich mocy
może być użyta dla zwrócenia uwagi i zjednania poparcia jego
braci ludzi. Czy powinien w jakikolwiek sposób użyć swych
wszechświatowych mocy, aby zaspokoić tęsknoty Żydów za tym,
co spektakularne i cudowne? Postanowił, że nie powinien.
Powziął zasadę postępowania wykluczającą
stosowanie wszelkich takich praktyk w celu zwrócenia ludzkiej uwagi na
swoją misję. I żył konsekwentnie zgodnie z tą
wielką decyzją. Nawet kiedy pozwolił na liczne przejawy skrótów
czasu, posługi miłosierdzia, prawie zawsze upominał obdarowanych
jego uzdrawiającą służbą, aby nie mówili nikomu o
dobrodziejstwach, które otrzymali. I nigdy nie podejmował szyderczych
wyzwań wrogów, „pokaż nam znak”, na dowód i okazanie swej
boskości.
Jezus bardzo mądrze przewidział, że czynienie cudów i
dokonywanie niezwykłości wywoła tylko powierzchowną
lojalność onieśmielonego materialnego umysłu; takie
przedstawienia nie objawią Boga ani nie zbawią ludzi. Nie chciał
być tylko cudotwórcą. Postanowił zająć się tylko
jednym zadaniem – zaprowadzeniem królestwa nieba.
W czasie całego tego, doniosłego dialogu Jezusa z samym
sobą, pojawił się ludzki czynnik kwestionowania i nieomal
zwątpienia, gdyż Jezus był tak samo człowiekiem, jak i
Bogiem. Było oczywiste, że jeśli nie będzie robił
cudów, nigdy nie zostanie zaakceptowany przez Żydów jako Mesjasz. Ponadto,
jeśli zgodziłby się zrobić tylko jedną rzecz
nadnaturalną, ludzki umysł wiedziałby z całą
pewnością, że jest podporządkowany prawdziwie boskiemu
umysłowi. Czy byłoby to zgodne z „wolą Ojca” – zrobienie
ustępstwa przez boski umysł na rzecz wątpiącej natury
ludzkiego umysłu? Jezus zadecydował, że nie i
odwoływał się do obecności Uosobionego Dostrajacza, jako
wystarczającego dowodu partnerstwa boskości z człowieczeństwem.
Jezus wiele podróżował; przypominał sobie Rzym,
Aleksandrię, Damaszek. Wiedział, jak działa ten świat – jak
ludzie osiągają swe cele w polityce i handlu przez kompromis i
dyplomację. Czy mógłby użyć tej wiedzy, aby pomóc swej
misji na Ziemi? Nie! Postanowił nie iść na żaden kompromis
z mądrością świata i wpływem bogactw na ustanowienie
królestwa. Znowu wybrał wyłącznie zależność od
woli Ojcowskiej.
Jezus w pełni uświadamiał sobie możliwość
pójścia na skróty, dzięki użyciu jednej ze swoich mocy.
Znał wiele sposobów, dzięki którym uwaga narodu i całego
świata mogłaby zostać natychmiast na nim skupiona. Wkrótce
będzie obchodzona Pascha w Jerozolimie; miasto będzie zatłoczone
odwiedzającymi. Mógłby wznieść się na szczyt
Świątyni i spacerować w powietrzu na oczach zadziwionego
tłumu; to byłby ten rodzaj Mesjasza, jakiego ludzie oczekiwali.
Później by jednak ich rozczarował, skoro nie przybył, aby
przywrócić tron Dawida. I rozumiał bezużyteczność
metod Caligastii, prób wychodzenia poza naturalny powolny i pewny sposób
osiągania Boskiego celu. Znowu Syn Człowieczy nagiął
się posłusznie do sposobu Ojca, do woli Ojca.
Jezus postanowił zaprowadzić królestwo nieba w sercach
ludzkości sposobami naturalnymi, zwykłymi, trudnymi i bolesnymi,
takimi właśnie metodami, które później muszą stosować
jego ziemskie dzieci, kiedy pracują nad powiększeniem i poszerzeniem
królestwa niebiańskiego. Syn Człowieczy dobrze wiedział, że
„przez wiele ucisków wiele dzieci wszystkich wieków będzie wchodzić
do królestwa”. Jezus przechodził teraz wielką próbę
cywilizowanego człowieka, aby posiadając moc, niezłomnie
odmawiać jej użycia dla czysto samolubnych lub osobistych celów.
W waszych rozważaniach o życiu i doświadczeniach Syna
Człowieczego zawsze pamiętajcie o tym, że Syn Boży
wcielił się w umysł istoty ludzkiej z pierwszego wieku, a nie w
umysł śmiertelnika z dwudziestego czy innego wieku. Chcemy tym samym
dać do zrozumienia, że ludzkie uzdolnienia Jezusa zostały
przyswojone w sposób naturalny. Był wytworem czynników dziedzicznych i
środowiskowych jego czasu, plus wpływy praktyki i edukacji. Jego
człowieczeństwo było autentyczne, naturalne, całkowicie
wywodzące się z czynników poprzedzających i podtrzymywane przez
nie, przez bieżący status intelektualny, społeczny oraz warunki
ekonomiczne tamtego czasu i pokolenia. Podczas gdy w doznaniach tego
Boga-człowieka zawsze istniała możliwość, że
Boski umysł może zdominować intelekt ludzki, niemniej jednak,
kiedy i jak działał ludzki umysł Jezusa, czynił to tak, jak
działałby prawdziwy ludzki umysł w warunkach, jakie
otaczały człowieka w tamtym czasie.
Jezus ukazał wszystkim światom swego rozległego
wszechświata głupotę stwarzania sztucznych sytuacji, dla
pokazania arbitralnej władzy czy kuszenia się, aby używać
nadzwyczajnej mocy dla podniesienia wartości moralnych albo dla
przyspieszenia rozwoju duchowego. Jezus postanowił, że nie
dopuści do tego, aby w trakcie jego misji na Ziemi powtórzyło
się rozczarowanie związane z rządami Machabeuszy. Nie
chciał prostytuować swych boskich atrybutów dla zdobycia
niezasłużonej popularności lub prestiżu politycznego. Nie
chciał sankcjonować przekształcenia swej boskiej i stwórczej
energii we władzę narodową lub prestiż międzynarodowy.
Jezus z Nazaretu nie chciał iść na kompromis ze złem,
a tym bardziej z grzechem. Mistrz tryumfująco wyniósł swą
lojalność wobec Ojcowskiej woli ponad każdy inny aspekt ziemski
i doczesny.
9. PIĄTA
DECYZJA
Jezus, postanowiwszy o postępowaniu w kwestiach dotyczących jego
indywidualnego stosunku do praw natury i mocy duchowej, zwrócił swą
uwagę na wybór metod, które mogły być użyte przy
głoszeniu i ustanowieniu królestwa Bożego. Jan zaczął
już to dzieło; w jaki sposób on ma kontynuować to
przesłanie? W jaki sposób powinien przejąć misję Jana? Jak
ma zorganizować jego uczniów dla efektywnego wysiłku i inteligentnej
współpracy? Teraz Jezus podejmował swą ostateczną decyzję,
która miała uniemożliwić późniejsze uważanie się
za żydowskiego Mesjasza, przynajmniej takiego, jakiego w tamtych czasach
powszechnie sobie wyobrażano.
Żydzi wyobrażali sobie wybawiciela, który przybędzie z
cudowną mocą, aby obalić nieprzyjaciół Izraela i
ustanowić Żydów władcami świata, wolnymi od niedostatku i
ucisku. Jezus wiedział, że takie nadzieje nigdy się nie
spełnią. Wiedział, że królestwo nieba związane jest z
obaleniem zła w sercach ludzi i że jest to kwestia czysto duchowa.
Rozważał celowość zapoczątkowania królestwa duchowego
przez wspaniały i olśniewający pokaz mocy – i takie
postępowanie byłoby dopuszczalne i zupełnie mieściłoby
się w zakresie jurysdykcji Michała – ale Jezus absolutnie nie
aprobował takiego planu. Nie chciał iść na kompromis z
rewolucyjnymi metodami Caligastii. Potencjalnie zdobył już świat
dzięki poddaniu się Ojcowskiej woli i planował
zakończyć swe dzieło tak, jak je zaczął i jako Syn
Człowieczy.
Trudno sobie wyobrazić, co mogłoby się dziać na
Urantii, gdyby ten Bóg-człowiek, obecnie potencjalnie posiadający
całą moc na niebie i Ziemi, zechciał kiedyś
rozwinąć sztandar niepodległości, ustawić swoje cuda
czyniące bataliony w szyku bojowym! Ale on nie chciał iść
na kompromis. Nie chciał służyć złu, tylko dlatego,
aby z tego zła można było przypuszczalnie wyprowadzić
czczenie Boga. Będzie przestrzegał woli Ojca. Ogłaszał
przypatrującemu się wszechświatu: „Będziesz przejęty
czcią dla Pana twojego Boga i jemu tylko służył
będziesz”.
Dni mijały, a Jezus z coraz większą jaskrawością
dostrzegał, jakim to objawicielem prawdy ma zostać.
Zauważył, że Boska droga nie będzie drogą
łatwą. Zaczął sobie uświadamiać, że kielich
reszty jego ludzkiego doświadczenia może być gorzki,
postanowił go wypić.
Nawet jego ludzki umysł żegna się teraz z tronem Dawida.
Krok za krokiem, ten ludzki umysł podąża śladami boskiego.
Ludzki umysł wciąż zadaje pytania, lecz niezawodnie akceptuje
Boskie odpowiedzi jako ostateczne zarządzenia w tym połączonym
życiu, gdy żyjąc jako człowiek na świecie, cały
czas jest bezwarunkowo podporządkowany wypełnianiu wiecznej i Boskiej
woli Ojca.
Rzym był panem świata Zachodu. Syn Człowieczy, teraz
przebywający w zaciszu, podejmujący te ważne decyzje, z
zastępami niebieskimi pod swoją komendą, był ostatnią
szansą Żydów na zdobycie panowania nad światem; ale ten, na
Ziemi zrodzony Żyd, który posiadał tak wielką
mądrość i moc, nie chciał użyć swych
wszechświatowych właściwości zarówno dla wyniesienia
siebie, jak i dla intronizacji swego ludu. Widział on niejako „królestwa
tego świata” i posiadał moc, aby je przejąć. Najwyżsi
Ojcowie z Edentii złożyli wszystkie te moce w jego ręce, ale on
ich nie chciał. Królestwa ziemskie były rzeczami zbyt marnymi,
żeby wzbudzić zainteresowanie Stwórcy i Władcy
wszechświata. Miał tylko jeden cel – dalsze objawianie Boga człowiekowi,
ustanowienie królestwa, władzy niebiańskiego Ojca w sercach
ludzkości.
Idea walki, rywalizacji i rzezi była dla Jezusa odrażająca;
nie chciał niczego takiego. Chciał pojawić się na Ziemi
jako Książę Pokoju, aby objawić Boga miłości.
Przed swoim chrztem znowu odrzucił propozycję zelotów, żeby
kierować ich buntem przeciw gnębicielom rzymskim. I teraz
poczynił ostateczną decyzję odnośnie tych Pism, których
nauczała go matka, takich jak: „Rzekł do mnie Pan: «Synem moim
jesteś; dziś cię zrodziłem. Proś mnie, a dam ci pogan
w dziedzictwo i krańce świata w posiadanie. Rozgromisz je berłem
żelaznym; roztłuczesz jak naczynie gliniane»”.
Jezus z Nazaretu doszedł do wniosku, że te wypowiedzi nie
odnoszą się do niego. W końcu i ostatecznie ludzki umysł
Syna Człowieczego pozbył się całkowicie wszystkich takich
mesjanistycznych komplikacji i sprzeczności – hebrajskiego Pisma
Świętego, instrukcji rodziców, nauk chazana, żydowskich
oczekiwań i ludzkich ambitnych tęsknot; raz na zawsze zdecydował
odnośnie swego postępowania. Wróci do Galilei i cicho rozpocznie
głoszenie królestwa, a ufając Ojcu (Uosobiony Dostrajacz),
wypracowywać będzie szczegóły postępowania dzień po
dniu.
Dzięki takim decyzjom Jezus ustanowił wartościowy
przykład dla każdej osoby na każdym świecie w całym
rozległym wszechświecie, kiedy to nie chciał używać
materialnych sprawdzianów dla udowodnienia problemów duchowych, kiedy to nie
chciał zuchwale sprzeciwiać się prawom przyrody. Dał
inspirujący przykład wszechświatowej lojalności i
szlachetności moralnej, kiedy to nie chciał przejąć
władzy doczesnej jako wstępu do duchowej chwały.
Jeśli Syn Człowieczy miał jakiekolwiek wątpliwości
w sprawie swej misji i jej rodzaju, kiedy wchodził na wzgórza po swoim
chrzcie, nie miał już żadnych, kiedy wrócił do swych
towarzyszy po czterdziestu dniach samotności i podejmowania decyzji.
Jezus sformułował plan zaprowadzenia królestwa Ojca. Nie
będzie zaspokajał materialnych potrzeb ludu. Nie będzie
rozdawał chleba tłumom, co niedawno widział, jak to robiono w
Rzymie. Nie będzie zwracał na siebie uwagi robieniem cudów, nawet
jeśli Żydzi spodziewają się tego rodzaju wybawiciela. Nie
będzie również dążył do zdobycia akceptacji dla
posłania duchowego poprzez pokaz władzy politycznej lub doczesnej
mocy.
Odrzucając te metody uwydatniania nadchodzącego królestwa w
oczach oczekujących tego Żydów, Jezus był pewny, że ci sami
Żydzi na pewno i definitywnie odrzucą wszystkie jego roszczenia do
autorytetu i boskości. Wiedząc o tym wszystkim, Jezus długo
próbował zapobiec, aby jego pierwsi wyznawcy nie nawiązywali do niego
jako do Mesjasza.
W całej swej służbie publicznej Jezus nieustannie
stawał w obliczu trzech wciąż powtarzających się
sytuacji: domagania się nakarmienia, nalegania o cuda i w końcu
żądania, aby pozwolił swym wyznawcom obwołać się
królem. Ale Jezus nigdy nie odstąpił od tych decyzji, jakie
powziął podczas tych dni samotności na wzgórzach
pereańskich.
10. SZÓSTA
DECYZJA
W ostatnim dniu swego pamiętnego odosobnienia, zanim Syn
Człowieczy zaczął schodzić w dół, aby
dołączyć do Jana i jego uczniów, powziął on swą
końcową decyzję. I decyzję tę zakomunikował
Uosobionemu Dostrajaczowi w takich słowach: „A we wszystkich innych
sprawach, podobnych do tych, które zostały już zadecydowane,
ślubuję ci, że będę podległy woli mego Ojca”. I
kiedy to powiedział, zszedł z góry. A jego twarz jaśniała
chwałą duchowego zwycięstwa i moralnych
osiągnięć.