PRZEKAZ 149
DRUGA TURA GŁOSZENIA KAZAŃ
DRUGA publiczna tura głoszenia kazań w Galilei
rozpoczęła się w niedzielę, 3 października, roku 28
n.e. i trwała niemal trzy miesiące, kończąc się 30
grudnia. W tej misji brał udział Jezus z dwunastoma apostołami i
nowo zwerbowany zespół 117 ewangelistów, jak również liczne inne
zainteresowane osoby. Podczas tej tury odwiedzili Gadarę, Ptolemaidę,
Jafię, Dabarittę, Megiddo, Jizreel, Scytopolis, Taricheę,
Hippos, Gamalę, Betsaidę Juliusza i wiele innych miast i wiosek.
Zanim wyruszyli w ten niedzielny ranek, Andrzej i Piotr prosili Jezusa, aby
udzielił końcowych pouczeń nowym ewangelistom, ale Mistrz nie
chciał i mówił, że nie należy do jego obowiązków
robienie tych rzeczy, które inni mogą zadowalająco wykonać. Po
odpowiedniej deliberacji postanowiono, że Jakub Zebedeusz ma udzielić
tego pouczenia. Na zakończenie uwag Jakuba Jezus powiedział
ewangelistom: „Idźcie teraz wykonać pracę, jaką wam
powierzono, a później, gdy okażecie się kompetentni i wierni,
wyświęcę was, abyście głosili ewangelię
królestwa”.
W czasie tej tury tylko Jakub i Jan chodzili z Jezusem. Piotr i każdy
inny apostoł zabrali ze sobą około tuzina ewangelistów i byli z
nimi w bliskim kontakcie, podczas gdy tamci głosili kazania i nauczali.
Jak tylko wierzący gotowi byli wejść do królestwa,
apostołowie ich chrzcili. Podczas tych trzech miesięcy, Jezus i dwaj
jego towarzysze sporo podróżowali, częstokroć odwiedzali dwa
miasta jednego dnia, żeby doglądać pracy ewangelistów i
zachęcić ich do wysiłków na rzecz ustanowienia królestwa.
Cała ta druga tura miała za swoje główne zadanie dać
praktyczne doświadczenie zespołowi 117 świeżo wyszkolonych
ewangelistów.
Podczas całego tego okresu, jak również później, aż do
ostatniej podróży Jezusa i Dwunastu do Jerozolimy, Dawid Zebedeusz
utrzymywał stałą bazę dla ich pracy na rzecz królestwa w
domu swego ojca w Betsaidzie. Było to centrum informacyjne
działalności Jezusa na Ziemi i punkt kontaktowy dla służby
posłańców, krążących pomiędzy ludźmi
pracującymi w różnych częściach Palestyny i regionach
przylegających; służbę tę prowadził Dawid.
Wszystko to robił Dawid ze swojej własnej inicjatywy, ale za
aprobatą Andrzeja. W tej sekcji gromadzenia informacji szybko
powiększającego się i poszerzającego swój obszar królestwa,
Dawid zatrudniał od czterdziestu do pięćdziesięciu
posłańców. Będąc tak zatrudniony, sam się
częściowo utrzymywał, przeznaczając nieco czasu na swoje
stare zajęcie – łowienie ryb.
1. SZERZĄCA
SIĘ SŁAWA JEZUSA
Zanim obóz w Betsaidzie został rozwiązany, sława Jezusa,
zwłaszcza jako uzdrowiciela, rozeszła się po wszystkich
częściach Palestyny, po całej Syrii i krajach otaczających.
Przez kilka tygodni po opuszczeniu Betsaidy chorzy nadal napływali i kiedy
nie znaleźli Mistrza, a dowiedzieli się od Dawida o miejscu jego
pobytu, szli go szukać. Podczas tej tury Jezus celowo nie robił
żadnych tak zwanych cudów uzdrowienia; a przecież dziesiątki
cierpiących odzyskało zdrowie i szczęście w rezultacie
podbudowującej mocy intensywnej wiary, która pobudzała ich do
szukania uzdrowienia.
Mniej więcej w czasie tej misji zaczęła się
pojawiać – i trwała przez całą resztę życia
Jezusa na Ziemi – osobliwa i niewytłumaczalna seria fenomenów uzdrawiania.
Podczas trzech miesięcy tej tury, ponad setka mężczyzn, kobiet i
dzieci, z Judei, Idumei, Galilei, Syrii, Tyru, Sydonu i spoza Jordanu
została obdarzona tym nieświadomym uzdrowieniem przez Jezusa i
wróciła do swoich domów, szerząc jeszcze bardziej sławę
Jezusa. I tak postępowali, nie zważając na to, że za
każdym razem, kiedy Jezus spostrzegł jeden z tych spontanicznych
przypadków uzdrowienia, zaraz nakazywał obdarzonemu zdrowiem, aby „nie
mówił nikomu”.
Nigdy nam nie objawiono, co zaszło w takich przypadkach spontanicznego
czy nieświadomego uzdrowienia. Mistrz nigdy nie tłumaczył swoim
apostołom, w jaki sposób dokonały się te uzdrowienia, poza tym,
że w kilku przypadkach powiedział zwyczajnie, „zauważyłem,
że moc wyszła ze mnie”. W jednym przypadku, kiedy został
dotknięty przez chore dziecko, skomentował: „zauważyłem,
że życie wyszło ode mnie”.
Z powodu braku bliższych informacji od Mistrza w sprawie natury tych
przypadków spontanicznego uzdrowienia, byłoby zarozumialstwem z naszej
strony próbować tłumaczyć, jak się one dokonały, ale
dozwolone będzie odnotowanie naszej opinii o wszystkich tych fenomenach
uzdrowienia. Sądzimy, że wiele tych pozornie cudownych
uzdrowień, które miały miejsce w trakcie ziemskiej służby
Jezusa, było rezultatem współistnienia następujących
trzech, potężnych, skutecznych i powiązanych wzajemnie
wpływów:
1. Istnienia silnej,
dominującej i żywej wiary w sercu istoty ludzkiej, która wytrwale
pragnęła uzdrowienia, w połączeniu z faktem, że takie
uzdrowienie pożądane było raczej dla jego duchowych
korzyści niż dla czysto fizycznej odnowy.
2. Istnienia, w
połączeniu z taką ludzką wiarą, wielkiej sympatii i
współczucia u wcielonego i miłosierdziem zdominowanego Stwórcy Syna
Boga, który faktycznie posiadał w swojej osobie niemal nieograniczone i
bezczasowe moce i prerogatywy stwórczego uzdrawiania.
3. Razem z tą wiarą
istoty stworzonej i życiem Stwórcy, należy również
wziąć pod uwagę, że ten Bóg-człowiek był
ucieleśnionym wyrazem woli Ojca. Jeśli podczas spotkania ludzkiej
potrzeby z Boską mocą, Ojciec nie pragnął inaczej, te dwie
rzeczy stają się jedną, a uzdrowienie nastąpiło
nieświadomie dla Jezusa-człowieka, ale zostało natychmiast
rozpoznawane przez jego Boską naturę. Zatem wytłumaczenie tych
wielu przypadków uzdrowień musi opierać się na wielkim prawie,
które od dawna jest nam znane, a mianowicie, że to, czego Syn Stwórca
pragnie i czego chce wieczny Ojciec, JEST.
Tak więc uważamy, że w osobistej obecności Jezusa pewne
formy głębokiej ludzkiej wiary dosłownie i prawdziwie wywoływały
akty uzdrowienia przez pewne stwórcze siły i wszechświatowe
osobowości, które wtedy były tak blisko związane z Synem
Człowieczym. Dlatego też odnotować należy, że Jezus
często pozwalał ludziom wyleczyć się w jego obecności
dzięki ich mocnej osobistej wierze.
Wielu innych szukało uzdrowienia w czysto samolubnych celach. Bogata
wdowa z Tyru przyszła, wraz ze swą świtą, szukać
leczenia swych dolegliwości, których było bardzo dużo; i jak
szła za Jezusem poprzez Galileę, wciąż oferowała coraz
więcej pieniędzy, tak jakby moc Boża była czymś do
kupienia przez licytującego najwyżej. Ale nigdy nie
zainteresowała się ewangelią królestwa; szukała tylko
wyleczenia swych cielesnych dolegliwości.
2. NASTAWIENIE
LUDZI
Jezus rozumiał umysły ludzkie. Wiedział, co dzieje się
w sercu człowieka i gdyby jego nauki zostały zachowane tak, jak je
przedstawił, a jedynym komentarzem byłaby inspirująca
interpretacja, jaką dawało jego ziemskie życie, wszystkie narody
i wszystkie religie świata szybko
przyjęłyby ewangelię królestwa. Najlepsze intencje wczesnych
zwolenników Jezusa, aby ponownie zredagować jego nauki, żeby je
lepiej uprzystępnić pewnym narodom, rasom i religiom, sprawiły
tylko to, że nauki te stały się trudniejsze do przyjęcia
dla wszystkich innych narodów, ras i religii.
Apostoł Paweł, w swoich wysiłkach przybliżenia nauk
Jezusa pewnym jemu współczesnym grupom ludzi, napisał wiele listów
zawierających instrukcje i upomnienia. Podobnie czynili inni nauczyciele
ewangelii Jezusa, ale żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z tego,
że niektóre z tych pism będą później zebrane przez ludzi,
którzy je przedstawią jako uosobienie nauk Jezusa. Dzięki temu,
chociaż tak zwane chrześcijaństwo zawiera więcej z
ewangelii Mistrza niż jakakolwiek inna religia, zawiera również wiele
tego, czego Jezus nie nauczał. Oprócz włączenia do wczesnego
chrześcijaństwa dużej ilości nauk z perskich misteriów i
znacznej części greckiej filozofii popełniono dwa wielkie
błędy:
1. Usiłowano
dołączyć nauki ewangelii bezpośrednio do teologii
żydowskiej, jak to ilustrują chrześcijańskie doktryny
odkupienia – to nauczanie, że Jezus jest Synem złożonym w
ofierze, aby zaspokoić srogą sprawiedliwość i
ułagodzić Boski gniew Ojca. Takie nauczanie miało swój
początek w chwalebnym wysiłku, aby uczynić ewangelię
królestwa łatwiejszą do zaakceptowania dla niewierzących w
nią Żydów. Chociaż starania te nie odniosły skutku, co
się tyczy pozyskania Żydów, udało im się wprawić w
zakłopotanie i zrazić wiele uczciwych dusz we wszystkich
późniejszych pokoleniach.
2. Drugim wielkim
błędem wczesnych zwolenników Mistrza, który wszystkie późniejsze
pokolenia uparcie utrwalały, było skoncentrowanie nauczania
chrześcijańskiego tak całkowicie na osobie Jezusa. To
nadmierne uwypuklanie osobowości Jezusa w teologii
chrześcijańskiej doprowadziło do przyćmienia tego, czego
nauczał i wszystko to jeszcze bardziej utrudniało przyjęcie
nauki Jezusa przez Żydów, mahometan, hinduistów oraz innych
wierzących ludzi Wschodu. Nie chcielibyśmy umniejszać miejsca
osoby Jezusa w religii, która mogłaby nosić jego imię, ale nie
pozwolilibyśmy, aby takie rozważania przyćmiły jego
natchnione życie, czy zastąpiły jego zbawcze posłanie o
ojcostwie Boga i braterstwie człowieka.
Nauczyciele religii Jezusa powinni podchodzić do innych religii tak,
aby uznawać wspólne prawdy w tych religiach (wiele z nich
bezpośrednio czy pośrednio z przesłania Jezusa) i
powstrzymywać się jednocześnie od kładzenia zbytniego
nacisku na różnice.
Podczas gdy w tamtym specyficznym okresie sława Jezusa opierała
się głównie na jego reputacji uzdrowiciela, nie oznacza to wcale,
że tak pozostało. Z biegiem czasu coraz więcej osób szukało
jego pomocy duchowej. Jednak właśnie fizyczne uzdrowienia najbardziej
bezpośrednio i natychmiastowo przemawiały do zwyczajnych ludzi. Jezus
coraz częściej był poszukiwany przez ofiary moralnej niewoli i
psychicznych niepokojów i nieodmiennie uczył tych ludzi drogi wyzwolenia.
Ojcowie szukali jego porady w sprawie umiejętnego postępowania ze
swoimi synami, a matki przychodziły po pomoc w pokierowaniu swoimi
córkami. Ci, co przebywali w ciemnościach, przychodzili do niego, a on im
objawiał światło życia. Jego ucho zawsze było otwarte
na żale ludzkości i zawsze pomagał tym, którzy szukali jego
posługi.
Najbardziej zadziwiającą i najbardziej rewolucyjną
cechą misji Michała na Ziemi była jego postawa wobec kobiet. W
czasach i w pokoleniu, kiedy mężczyzna nie powinien pozdrawiać
nawet własnej żony w miejscu publicznym, Jezus, w związku z
trzecią turą po Galilei, ośmielił się wziąć
ze sobą kobiety jako nauczycielki ewangelii. I miał
bezprzykładną odwagę to zrobić, w obliczu nauczania
rabinicznego, które głosiło, że byłoby „lepiej, aby
słowa Prawa zostały spalone, niż przekazane kobietom”.
W jednym pokoleniu Jezus podźwignął kobiety ze stanu
lekceważącego zapomnienia i trwającej wieki niewolniczej
harówki. I jest rzeczą haniebną dla religii, która
ośmieliła się przyjąć imię Jezusa, że w
swojej późniejszej postawie wobec kobiet nie miała moralnej odwagi
pójść za jego szlachetnym przykładem.
Gdy Jezus obracał się między ludźmi, ci uznawali go za
całkowicie wolnego od przesądów tamtych czasów. Był wolny od
religijnych uprzedzeń; nigdy nie był nietolerancyjny. W jego sercu
nie było niczego, co przypominałoby społeczny antagonizm.
Chociaż przestrzegał tego, co dobre w religii ojców, nie wahał
się lekceważyć stworzonych przez człowieka tradycji, wyniku
przesądów i niewoli. Odważył się nauczać, że
naturalne katastrofy, wypadki czasu i inne tragiczne zdarzenia nie są
dopustami z Bożych wyroków czy tajemniczymi zrządzeniami
Opatrzności. Potępiał niewolnicze poświęcanie się
nic nieznaczącym obrzędom i demaskował fałszywe rozumowanie
kultu materialistycznego. Śmiało głosił duchową
wolność człowieka i ośmielał się nauczać,
że śmiertelnicy żyjący w ciele są w
rzeczywistości i w prawdzie synami żywego Boga.
Jezus przewyższył wszystkie nauki swoich poprzedników, kiedy
śmiało zamienił czyste ręce na czyste serce jako znak
prawdziwej religii. Rzeczywistość postawił w miejsce tradycji i
wymiótł wszelkie aspiracje próżności i hipokryzji. A jednak ten
nieustraszony człowiek Boży nie dawał upustu destrukcyjnemu
krytycyzmowi czy przejawom krańcowego lekceważenia religijnych,
społecznych, ekonomicznych i politycznych zwyczajów tamtego czasu. Nie
był agresywnym rewolucjonistą, był postępowym
ewolucjonistą. Zajmował się niszczeniem tego, co było,
tylko wtedy, kiedy równocześnie oferował swoim współbraciom
rzecz wyższą, która powinna być.
Jezus nie wymagał posłuszeństwa od swoich zwolenników, ale
je miał. Tylko trzech ludzi, których powołał osobiście,
odmówiło jego zaproszeniu, aby być jego uczniami. Roztaczał
szczególną moc przyciągania ludzi, ale nie był dyktatorski.
Wzbudzał zaufanie i nikt nigdy nie czuł się urażony
wydawanymi przez niego poleceniami. Sprawował absolutną
władzę nad swoimi uczniami, ale nikt nigdy się nie sprzeciwił.
Pozwolił swoim wyznawcom nazywać siebie Mistrzem.
Mistrz był podziwiany przez wszystkich, którzy go spotkali, z
wyjątkiem tych, którzy żywili głęboko zakorzenione
uprzedzenia religijne lub tych, którzy uważali, że dostrzegli
polityczne niebezpieczeństwo w jego nauce. Ludzie byli zdumieni
oryginalnością i autorytatywnością jego nauczania.
Podziwiali jego cierpliwość w postępowaniu z zacofanymi i
natarczywymi ludźmi, zadającymi pytania. Wzbudzał nadzieję
i zaufanie w sercach wszystkich, którzy korzystali z jego posługi. Bali
się go tylko ci, którzy go nie spotkali, a znienawidzony był tylko
przez tych, którzy uważali go za orędownika tej prawdy, której
przeznaczeniem było obalenie zła i błędów, jakie
zdecydowali się zachować w swych sercach za wszelką cenę.
Wywierał wielki i szczególnie fascynujący wpływ, zarówno na
przyjaciół, jak i na wrogów. Tłumy podążały za nim
tygodniami, tylko po to, żeby usłyszeć jego łaskawe
słowa i zobaczyć jego proste życie. Oddani mu ludzie,
mężczyźni i kobiety, kochali Jezusa niemalże nadludzkim
uczuciem. Im lepiej go poznawali, tym bardziej go kochali. I wszystko to nadal
jest prawdą; nawet dzisiaj i we wszystkich przyszłych epokach, im
lepiej będzie człowiek poznawać tego Boga-człowieka, tym
bardziej będzie go kochać i za nim podążać.
3.
WROGOŚĆ PRZYWÓDCÓW RELIGIJNYCH
Pomimo życzliwego przyjęcia Jezusa i jego nauk przez prostych
ludzi, religijni przywódcy w Jerozolimie stawali się coraz bardziej
zatrwożeni i wrogo nastawieni. Faryzeusze sformułowali
systematyczną i dogmatyczną teologię. Jezus był
nauczycielem, który nauczał, jak okoliczności dyktowały; nie
był nauczycielem systematycznym. Jezus uczył nie tak z Prawa, jak z
życia, przez przypowieści. (I kiedy używał przypowieści,
aby zilustrować swoje przesłanie, pragnął użyć w
tym celu tylko jednej właściwości opowiadania. Wiele
błędnych idei dotyczących nauki Jezusa wywodzić się
może z prób tworzenia alegorii na podstawie tych przypowieści).
Religijni przywódcy w Jerozolimie wpadli nieomal w furię na skutek
niedawnego nawrócenia się młodego Abrahama oraz dezercji trzech
szpiegów, którzy zostali ochrzczeni przez Piotra i którzy teraz byli z
ewangelistami na drugiej turze głoszenia kazań po Galilei. Przywódców
żydowskich coraz bardziej zaślepiał strach i uprzedzenia,
podczas gdy ich serca twardniały wskutek ciągłego odrzucania
atrakcyjnych prawd ewangelii królestwa. Kiedy ludzie odmawiają
odwołania się do ducha, który w nich mieszka, niewiele można
zrobić, aby odmienić ich postawę.
Kiedy Jezus spotkał się po raz pierwszy z ewangelistami w obozie
w Betsaidzie, powiedział na koniec swego przemówienia: „Powinniście
pamiętać, że w ciele i umyśle – uczuciowo – ludzie
reagują indywidualnie. Jedyną rzeczą jednolitą u
ludzi jest zamieszkujący ich duch. Chociaż Boże duchy mogą
być nieco zróżnicowane w naturze i stopniu ich doświadczenia,
reagują jednolicie na wszystkie duchowe wezwania. Tylko przez tego ducha i
przez odwoływanie się do niego ludzkość może
kiedyś osiągnąć jedność i braterstwo”. Jednak
wielu przywódców żydowskich zamknęło drzwi swoich serc na
duchowe wezwanie ewangelii. Od tego dnia nie ustawali oni w swych planach i
spiskach zmierzających do zabicia Mistrza. Przekonani byli, że Jezus
musi zostać aresztowany, skazany i stracony jako przestępca
religijny, naruszający kardynalne nauki świętego prawa
żydowskiego.
4. PRZEBIEG TURY
KAZAŃ
Podczas tej tury kazań Jezus niewiele udzielał się
publicznie, prowadził jednak wiele zajęć wieczornych z wiernymi
w większości miast i wsi, w których miał możność
przebywać z Jakubem i Janem. Podczas jednej z takich wieczornych sesji
jeden z młodszych ewangelistów zadał Jezusowi pytanie o gniewie, a
Mistrz odpowiedział między innymi:
„Gniew jest materialnym przejawem tego, co reprezentuje, ogólnie
biorąc, miarę niepowodzenia duchowej natury w zdobyciu kontroli nad
połączonymi naturami – intelektualną i materialną. Gniew
oznacza, że brakuje wam tolerancyjnej braterskiej miłości oraz
że nie macie poczucia własnej godności i samokontroli. Gniew
szkodzi zdrowiu, poniża umysł i przeszkadza duchowemu nauczycielowi
duszy ludzkiej. Czy nie czytaliście w Piśmie Świętym,
że «gniew uśmierca niemądrych» i że człowiek «szamocze
się w swym gniewie»? Że «człowiek nierychły do gniewu, jest
bardzo roztropny», podczas kiedy «porywczy pomnaża głupotę»?
Wszyscy wiecie, że «łagodna odpowiedź odwraca gniew» i jak
«przykre słowa wywołują złość».
«Roztropność powściąga gniew», podczas gdy «miastem
odkrytym, bez murów, jest człowiek nieopanowany». «Okrutna jest
zapalczywość i oburzający jest gniew». «Człowiek
skłonny do gniewu wszczyna zwadę, a porywczy popełnia wiele
występków»”. Zanim Jezus skończył, powiedział jeszcze:
„Niech wasze serca tak będą zdominowane miłością,
żeby wasz duchowy przewodnik miał niewiele przeszkód przy wyzwoleniu
was z tendencji dawania upustu waszym porywom zwierzęcego gniewu, który
niezgodny jest ze statusem Boskiego synostwa”.
Przy tej samej sposobności Mistrz opowiadał grupie o zaletach
posiadania zrównoważonych charakterów. Uznał potrzebę
poświęcenia się przez większość ludzi opanowaniu
jakiegoś zawodu, ale ubolewał nad wszelkimi tendencjami do nadmiernej
specjalizacji, do zawężenia umysłowego i ograniczenia w
działalności życiowej. Zwracał uwagę na to, że
jakakolwiek zaleta doprowadzona do skrajności, może stać
się występkiem. Jezus zawsze głosił umiar i nauczał
logiczności – nadawania problemom życiowym właściwych
proporcji. Ukazywał, że nadmierna sympatia i litość
może się zdegenerować i prowadzić do poważnej
destabilizacji emocjonalnej; że entuzjazm może prowadzić do
fanatyzmu. Opowiadał o jednym z dawnych współpracowników, którego
wyobraźnia doprowadziła do przedsięwzięć wizjonerskich
i niepraktycznych. Jednocześnie ostrzegał przed
niebezpieczeństwami apatii, wynikającej ze zbyt konserwatywnej
przeciętności.
Potem Jezus rozprawiał o niebezpieczeństwach związanych z
odwagą i wiarą, jak wiodą one czasami bezmyślne dusze do
lekkomyślności i zadufania. Ukazywał też, jak rozwaga i
rozsądek, gdy posuwają się za daleko, prowadzą do
tchórzostwa i niepowodzeń. Napominał swoich słuchaczy, aby
dążyli do oryginalności, unikając jednak wszelkich
tendencji do ekscentryczności. Apelował o współczucie bez
sentymentalizmu, pobożność bez świętoszkowatości.
Nauczał czczenia wolnego od strachu i przesądów.
To, czego Jezus nauczał o zrównoważonym charakterze, nie
wywarło takiego wpływu na jego towarzyszy, jak fakt, że jego
własne życie było wymownym przykładem jego nauki.
Żył pośród stresu i burzy, ale nigdy się nie zachwiał.
Jego wrogowie wciąż szykowali mu pułapki, ale go nigdy nie
usidlili. Mędrcy i uczeni usiłowali go zwieść, ale on nie
pobłądził. Usiłowali go uwikłać w dyspucie, ale
jego odpowiedzi były zawsze oświecające, dostojne i ostateczne.
Kiedy przerywano mu przemówienia rozlicznymi pytaniami, jego odpowiedzi
były zawsze znaczące i rozstrzygające. Nigdy nie uciekał
się do niegodziwych taktyk, aby sprostać ciągłym naciskom
swoich wrogów, którzy nie wahali się stosować wszelkiego rodzaju
fałszywych, niesprawiedliwych i niecnych metod ataku na niego.
Podczas gdy prawdą jest, że znaczna ilość
mężczyzn i kobiet musi pracowicie przykładać się do
pewnego określonego zajęcia, jako zawodu dającego utrzymanie,
jest jednak bardzo pożądane, aby istoty ludzkie mogły mieć
szersze kulturowe możliwości zaznajamiania się z życiem,
jakim się żyje na Ziemi. Prawdziwie wykształcone osoby nie
są zadowolone, gdy trwają w niewiedzy o życiu i dokonaniach ich
współbraci.
5. NAUKA O
ZADOWOLENIU
Kiedy Jezus odwiedził grupę ewangelistów pracującą pod
kierownictwem Szymona Zeloty, w czasie dyskusji wieczornej Szymon zapytał
Mistrza: „Dlaczego niektórzy ludzie są szczęśliwsi i bardziej
zadowoleni niż inni? Czy zadowolenie jest sprawą doświadczenia
religijnego”? Na pytanie Szymona Jezus odpowiedział między innymi w
ten sposób:
„Szymonie, niektóre osoby z natury są szczęśliwsze niż
inne. Wiele, bardzo wiele, zależy od gotowości człowieka do
poddania się prowadzeniu i kierowaniu przez ducha Ojca, który żyje w
nim. Czy nie czytałeś w Piśmie słów mędrca:
«Lampą Pańską jest duch człowieka, on głębię
wnętrza przenika»? I tacy, prowadzeni przez ducha śmiertelnicy
mówią również: «Sznur mierniczy wyznaczył mi dział
wspaniały i bardzo mi jest miłe to moje dziedzictwo». «Lepsza jest
odrobina u sprawiedliwego niż mnóstwo dostatków u bezbożnych»,
gdyż «człowiek uczciwy rad z uczynków swych». «Radosne serce
rozwesela oblicze i jest to uczta wieczysta. Lepiej mieć mało i
czcić Pana niż wielkie skarby z niepokojem. Lepsze jest trochę
jarzyn z miłością niż tłusty wół z
nienawiścią. Lepiej mieć mało żyjąc sprawiedliwie
niż niegodziwie mieć wielkie zyski». «Radość serca jest jak
lekarstwo». «Lepsza jest pełna garść z prawością
niż obie garści pełne ze smutkiem i udręczeniem ducha».
Większość ludzkiego smutku rodzi się z
rozczarowań, zawiedzionych ambicji i urażonej dumy. Choć ludzie
mają wobec siebie obowiązek najlepszego wykorzystania swego
życia na Ziemi, to po szczerym wysiłku powinni wdzięcznie
pogodzić się z losem i wykazać pomysłowość w
najlepszym wykorzystaniu tego, co wpadło im w ręce. Również
wiele ludzkich kłopotów powstaje na gruncie strachu tającego się
sercu człowieka. «Ucieka występny, choć go nikt nie goni».
«Bezbożni zaś są jak morze wzburzone, które się nie
może uciszyć i którego fale wyrzucają muł i błoto; nie
ma pokoju, mówi Bóg, dla bezbożnych».
Nie szukajcie więc fałszywego pokoju i przejściowej
radości, ale raczej rękojmi wiary i pewności Boskiego synostwa,
które rodzi opanowanie, zadowolenie i najwyższą radość
ducha”.
Jezus nie traktował tego świata jako „doliny łez”.
Uważał go raczej za sferę narodzin wiecznych i
nieśmiertelnych duchów wznoszących się do Raju, za „dolinę
tworzenia dusz”.
6. „BOJAŹŃ PAŃSKA”
Było to w Gamali, podczas dyskusji wieczornej, gdy Filip
powiedział do Jezusa: „Mistrzu, jak to jest, że Pismo naucza nas
«bojaźni Pańskiej», kiedy ty chcesz, abyśmy patrzyli na Ojca w
niebie bez strachu? Jak mamy zharmonizować te nauki”? I Jezus
odpowiedział Filipowi:
„Moje dzieci, nie dziwię się, że zadajecie takie pytania. Na
początku tylko przez strach człowiek mógł uczyć się
szacunku, ale ja przyszedłem objawić miłość Ojca,
abyście byli zainteresowani w czczeniu Wiecznego dzięki
przyciąganiu kochającego synowskiego uznania i w odwzajemnieniu
głębokiej i doskonałej miłości Ojca. Chciałbym
was wyzwolić z niewoli zmuszania się, na skutek zniewalającego
strachu, do przykrej służby u zazdrosnego i gniewnego Króla-Boga.
Chciałbym was uczyć o Ojcowsko-synowskim związku Boga i
człowieka, tak abyście byli prowadzeni z radością ku
wzniosłej i niebiańskiej dobrowolnej czci dla kochającego,
sprawiedliwego i miłosiernego Ojca-Boga.
«Bojaźń Pańska» miała różne znaczenia w kolejnych
wiekach, zaczynając od strachu, przez udręczenie i przerażenie,
do grozy i szacunku. A teraz, od szacunku chciałbym was prowadzić,
poprzez uznanie, uświadomienie sobie i zrozumienie do miłości.
Kiedy człowiek poznaje tylko dzieła Boże, wywołuje to u
niego strach przed Najwyższym; ale kiedy człowiek zaczyna
rozumieć i doświadczać osobowości i charakteru żywego
Boga, jest prowadzony coraz bardziej do kochania tego dobrego i
doskonałego, wszechświatowego i wiecznego Ojca. I właśnie
ta zmiana stosunku człowieka do Boga stanowi misję Syna
Człowieczego na Ziemi.
Inteligentne dzieci nie muszą się bać ojca, aby
otrzymać dobra z jego ręki; ale gdy otrzymają już
obfitość dóbr, daną zgodnie z nakazem ojcowskiego uczucia do
swoich synów i córek, te bardzo kochane dzieci są prowadzone do kochania
swego ojca w wyniku swej akceptacji i uznania tak hojnej dobroczynności.
Dobroć Boga prowadzi do skruchy; dobroczynność Boga prowadzi do
służby; miłosierdzie Boga prowadzi do zbawienia; podczas gdy
miłość Boga prowadzi do inteligentnego i szczerego czczenia.
Wasi przodkowie bali się Boga, ponieważ był
potężny i tajemniczy. Wy będziecie go wielbić, gdyż
jest wielki w miłości, obfity w miłosierdziu i wspaniały w
prawdzie. Moc Boga wywołuje strach w sercu ludzkim, ale
szlachetność i prawość jego osobowości wzbudza
szacunek, miłość i ochocze uwielbienie. Sumienny i
kochający syn nie obawia się ani się nie lęka, nawet
potężnego i majestatycznego ojca. Przyszedłem na ten świat,
aby zastąpić strach miłością, smutek
radością, lęk ufnością, niewolnicze więzy i
bezsensowne ceremonie miłości pełną służbą i
uznania pełną czcią. Jednak dla tych, co trwają w
ciemności, nadal jest prawdą, że «początkiem
mądrości jest bojaźń Pańska». Kiedy jednak
światłość w pełni nadejdzie, synowie Boży
będą skłonni wychwalać Nieskończonego raczej za to,
kim on jest, niż z lęku przed tym, co
on robi.
Gdy dzieci są małe i bezmyślne, trzeba je strofować,
aby szanowały rodziców; gdy jednak dorastają i zaczynają niejako
bardziej doceniać korzyści wynikające ze służby i
ochrony rodzicielskiej, kierują się, poprzez wyrozumiały respekt
i narastające uczucie, do tego poziomu doświadczenia, kiedy
naprawdę kochają rodziców za to, czym oni są, niż za to, co
zrobili. Ojciec z natury kocha swoje dziecko, ale dziecko musi
kształtować swą miłość do ojca od strachu przed
tym, co ojciec może zrobić, przez respekt, lęk, zależność
i poważanie, do pełnego uznania i uczuciowego szacunku w
miłości.
Nauczano was, że macie «bać się Boga i przestrzegać
jego przykazań, bo to jest cała powinność człowieka».
Ja jednak przyszedłem dać wam nowe i wyższe przykazanie.
Chciałbym nauczyć was «kochać Boga i uczyć się
czynić jego wolę, gdyż jest to najwyższy przywilej
wyzwolonych synów Boga». Ojców waszych uczono «bać się Boga –
Wszechmocnego Króla». Ja was uczę: «Kochajcie Boga – wszechmiłosiernego
Ojca».
W królestwie nieba, które przyszedłem głosić, nie ma
wielkiego i możnego króla; królestwo to jest Bożą rodziną.
Mój Ojciec i wasz Ojciec jest powszechnie uznawanym i
czczonym bez zastrzeżeń centrum i głową tego
rozległego bractwa istot inteligentnych. Jestem jego Synem, a wy
także jesteście jego synami. Zatem jest wieczną prawdą,
że wy i ja jesteśmy braćmi w niebiańskiej domenie a jeszcze
bardziej dlatego, że zostaliśmy braćmi w ciele ziemskiego
życia. Zatem przestańcie się lękać Boga jako króla lub
mu służyć jako panu, uczcie się go szanować jako
Stwórcę, honorować jako Ojca waszej duchowej młodości,
kochać jako miłosiernego obrońcę a w końcu czcić
jako kochającego i wszechmądrego Ojca, dzięki waszej dojrzalszej
duchowej świadomości i ocenie.
Z waszych błędnych koncepcji Ojca w niebie rodzą się
fałszywe pojęcia pokory i to jest źródło znacznej
części waszej obłudy. Człowiek może być robakiem
z prochu, odpowiednio do swej natury i pochodzenia, ale kiedy zamieszka w nim
duch mojego Ojca, człowiek ten staje się boski w swym przeznaczeniu.
Obdarzający was duch mojego Ojca z pewnością wróci do Boskiego
źródła i wszechświatowego poziomu, z którego pochodzi, a ludzka
dusza śmiertelnego człowieka, która stanie się nowo narodzonym
dzieckiem zamieszkującego ją ducha, na pewno się wzniesie wraz z
Boskim duchem przed samo oblicze wiecznego Ojca.
Zaprawdę pokorny staje się człowiek śmiertelny, który
dostaje te wszystkie dary od Ojca w niebie, aczkolwiek istnieje również
boska godność we wszystkich takich wiernych kandydatach do wiecznego
wznoszenia się w niebiańskim królestwie. Zwyczaje ostentacyjnej i
fałszywej pokory są służalcze i bezsensowne, nie
licują z wartością źródła waszego zbawienia i z
właściwą oceną przeznaczenia waszych, zrodzonych z ducha
dusz. Pokora przed Bogiem w głębi waszych serc jest zupełnie
stosowna; skromność przed ludźmi jest godna pochwały; ale
obłuda świadomej i uwagi żądnej pokory jest dziecinna i
niegodna oświeconych synów królestwa.
Dobrze czynicie, że jesteście pokorni przed Bogiem i opanowani
przed ludźmi, ale niech wasza pokora ma źródło duchowe, a nie
będzie złudnym przejawem świadomego poczucia własnej
wyższości. Roztropnie mówił prorok, «pokornie chodź z
Bogiem», bo chociaż Ojciec w niebie jest Nieskończony, jest i
Wieczny, mieszka także «z człowiekiem skruszonym i pokornym». Mój
Ojciec gardzi pychą, nie znosi obłudy i czuje odrazę do
nikczemności. I żeby podkreślić wartość
szczerości i doskonałego zaufania wobec miłosiernego wsparcia i
wiernego przewodnictwa niebiańskiego Ojca, tak często się
odwoływałem do małego dziecka jako ilustracji postawy
umysłowej i reakcji duchowych, tak ważnych dla śmiertelnego
człowieka, kiedy wkracza w duchowe rzeczywistości królestwa nieba.
Dobrze określał prorok Jeremiasz wielu śmiertelników, kiedy
mówił: «Blisko jesteście Boga w ustach, lecz daleko w sercu». A czy
nie słyszeliście surowego ostrzeżenia proroka, który mówił:
«kapłani nauczają za zapłatę, a prorocy wieszczą za
pieniądze. W tym samym czasie wyznają pobożność i
głoszą, że Pan jest wśród nich». Czy nie byliście
właściwie ostrzegani przed tymi, którzy «mówią pokój
bliźnim swoim a myślą źle w sercach swoich», tymi, którzy
«językiem swym schlebiają, podczas gdy serce ich knuje zasadzki»? Ze
wszystkich smutków ufnego człowieka, żaden nie jest tak straszny, jak
zostać «pobitym w domu zaufanych przyjaciół»”.
7. POWRÓT DO
BETSAIDY
Andrzej, po konsultacji z Szymonem Piotrem i za aprobatą Jezusa,
polecił Dawidowi w Betsaidzie, aby rozesłał posłańców
do różnych grup głoszących kazania z poleceniem, żeby
zakończyli turę i wrócili do Betsaidy w dowolnym czasie, w czwartek,
30 grudnia. Do wieczerzy tego deszczowego dnia, wszystkie grupy apostolskie i
nauczający ewangeliści przybyli do domu Zebedeusza.
Cała ta grupa pozostawała razem przez dzień szabatu,
zakwaterowana po domach w Betsaidzie i w pobliskim Kafarnaum, po czym wszyscy
dostali dwa tygodnie odpoczynku, żeby mogli iść do domu do swych
rodzin, odwiedzić przyjaciół czy łowić ryby. Te dwa albo
trzy dni, kiedy przebywali razem w Betsaidzie, były doprawdy radosne i
inspirujące; nawet starsi nauczyciele byli podbudowani przez młodych
kaznodziei, kiedy ci opowiadali swoje przeżycia.
Ze 117 ewangelistów, którzy brali udział w drugiej turze
głoszenia kazań w Galilei, tylko około siedemdziesięciu
pięciu zdało egzamin praktycznego doświadczenia i zostali pod
ręką, aby dostać przydział do służby na koniec
dwu tygodni odpoczynku. Jezus, razem z Andrzejem, Piotrem, Jakubem i Janem,
pozostał w domu Zebedeusza i spędził sporo czasu na omawianiu
zagadnień dotyczących pomyślności królestwa i jego
szerzenia się.